Na początku starsi chłopcy byli Dannym zafascynowani. Usiłowali mu zaimponować

ł co

samochodu. Kiedy tak szedł skulony, chmury całkiem zakryły słońce i spadły pierwsze krople
- Jim Beckett.
pościeli i, nie otwierając oczu, ruszyła w stronę szafy. Kiedy Shep próbował córeczkę
Phila de Beersa, a on za standardową stawkę będzie organizował potrzebne
wszystkie swoje oszczędności i wiedziała, jakie wrażenie robi jej nowe mieszkanie.
Rainie usiadła. Skoro rozmowa dotyczyła maniakalnych zabójców, znów
facecie, ale mnie nie daje spokoju sprawa nauczycielki. Widziałem wiele ofiar zbrodni.
Twarz Alberta poczerwieniała.
wybrałem wierność sobie. Praca mnie wciągnęła na dobre, a moje małżeństwo rozpadło się.
Jeśli wystarczająco duża liczba kierowców przestanie wjeżdżać w tył
jego byłą żonę.
- Tam są gęste krzaki. Niewiele widziałem.
powoli sunął po pokrytej cienką wykładziną podłodze. Drzwi były otwarte. Co rano, o szóstej,
Miał zmarszczki wokół oczu. Spodobały jej się, kiedy go poznała.

oranżerii, - Nie zamierzasz dłużej wysłuchiwać czego? - spytał. - Próbuję namówić Becka do ożenku z Sayre - wyjaśnił Huff. Chris spojrzał na Becka z rozbawieniem w ciemnych oczach. Śmiał się w duchu na myśl o romantycznym interludium, którego był świadkiem. - Mam zacząć odświeżać mój smoking? - Powiedziałem Huffowi, że się łudzi. Najwyraźniej ty również żyjesz w świecie bajek. Ton Becka spowodował, że Chris cofnął się o krok. - Co cię tak zdenerwowało? - Co, do cholery, robiłeś w domku rybackim? - Co takiego? - spytał Huff. - To właśnie była sprawa, z którą zadzwonił do mnie Rudy - wyjaśnił Beck. - Próbował nas ostrzec. Wygląda na to, że Wayne Scott wrócił niedawno do biura szeryfa, z trudem ukrywając podniecenie, ponieważ przyłapał Chrisa w domku rybackim. - I co z tego, do cholery? Idę sobie nalać drinka. - Chris odwrócił się, ale Beck wyciągnął rękę i złapał go za ramię. Chris strząsnął jego dłoń ze złością, lecz pozostał na miejscu. - Co tam robiłeś? - spytał Beck. - To moja posiadłość. - To miejsce przestępstwa. Czy wiesz, w jakim świetle cię to stawia? - Nie. W jakim? - Złym. Jakbyś był winny. Obaj patrzyli na siebie przez chwilę z gniewem. Chris wycofał się pierwszy: - Ani Scott, ani ty nie powinniście się tym tak podniecać. Dziś po południu wziąłem Lilę na piknik, niesłusznie zakładając, że ucieszy ją ten romantyczny gest. Chciałem ją nieco zmiękczyć i urobić, na wypadek, gdybym potrzebował jej jako mojego alibi na niedzielne popołudnie. Myślałem, że jeśli odegram wrażliwego mężczyznę w potrzebie, odezwie się w niej instynkt opiekuńczy. - Jak poszło? - Wygląda na to, że Lila nie ma żadnych instynktów opiekuńczych, ale wciąż nad nią pracuję. Beck nie był zadowolony z tej wymijającej odpowiedzi, nie pociągnął jednak dalej dyskusji na ten temat. - Nadal nie wyjaśniłeś, dlaczego poszedłeś do domku rybackiego. - Mijałem go, wracając do miasta. Zobaczyłem znajomy zakręt i zadziałał impuls. Nie byłem tam od kiedy... to się zdarzyło. Chciałem zobaczyć domek na własne oczy, Wszedłem i się rozejrzałem. Wszystko już uprzątnięto, ale nadal można dostrzec plamy krwi. Byłem tam tylko kilka minut. Kiedy wyszedłem, na zewnątrz czekał Scott, opierając się o samochód policyjny, z głupim uśmieszkiem na twarzy. - Co powiedział? - Coś przemądrzałego na temat przestępców zawsze powracających na miejsce zbrodni. Odrzekłem mu, żeby się pieprzył. Wtedy zapytał mnie, co tam robiłem i czy zabrałem coś ze środka. - I co mu odpowiedziałeś? - Nic. Powtarzasz mi przecież, że nie powinienem odpowiadać na żadne pytania bez twojej obecności. - Co się potem zdarzyło? - Wsiadłem do samochodu i zostawiłem go tam.

Nazywała się Dexter. Przyjechali tu do niej?
Odetchnął z ulgą.
- Jakie bagno?
Mark nie umiał odpowiedzieć.
Mark wierzył w to, co mówił. Był zdeterminowany, pra¬wy, uczciwy. Zależało mu na dobru innych. I miał charakter.
- Nie wierzę w to - powiedziała z trudem gdzieś w przestrzeń.
Szkoda, że Pijak nie opowiedział ci o lustrze...
Uważniej zlustrowała jego ciemny strój, przypominający mundur, ozdobiony jakimiś wymyślnymi obszyciami, ple-cionymi sznurami i wstęgą z orderem. Nie, nie admirał, chyba jednak książę.
- Nie!
- Co ty tu robisz? - spytała łamiącym się głosem.
Badacz Łańcuchów znów na chwilę zamilkł, lecz tym razem Mały Książę się nie dopytywał.
- Z przyjemnością.
się z jakiejś gąsienicy, której Mały Książę nie dostrzegł podczas sprzątania swojej planety.
Tammy spojrzała na niego takim wzrokiem, jakby po¬stradał zmysły.

©2019 www.clausa.w-posiadac.klodzko.pl - Split Template by One Page Love